O projekcie

Jesteśmy fanatykami plików

Trzy pliki zdjęć w formatach HEIC, HEIF i JPG oraz serce ułożone z pikseli

Są ludzie, których irytuje wolny internet. Nas irytuje coś węższego i bardziej szczególnego: plik, który powinien się otworzyć, a się nie otwiera. Zdjęcie, które istnieje, ma swoje bajty na dysku, jest w środku najzwyklejszą fotografią z wakacji, a mimo to komputer wzrusza ramionami i wyświetla komunikat o nieznanym formacie. Z tej irytacji powstała ta strona.

W skrócie

heicnajpg.pl to darmowy konwerter HEIC na JPG, który robi jedną rzecz i stara się robić ją bez zbędnych kroków. Bez konta, bez znaku wodnego, bez limitu dziennego i bez dwudziestu przycisków wokół. Zbudowaliśmy go, bo sami go potrzebowaliśmy, a to, co znaleźliśmy w sieci, nie nadawało się do polecenia znajomym.

Skąd się wzięliśmy

Historia jest banalna i dlatego prawdziwa. Ktoś z rodziny przysłał zdjęcia z iPhone. Na Windowsie zamiast miniatur pojawiły się puste, białe prostokąty, a podwójne kliknięcie kończyło się pytaniem, jakim programem otworzyć plik z rozszerzeniem .heic. Formularz w urzędzie odrzucał je bez wyjaśnienia. Portal ogłoszeniowy udawał, że zdjęcia nie ma.

Wpisaliśmy więc w wyszukiwarkę to samo, co pewnie wpisałeś Ty. I tam zaczęła się prawdziwa frustracja. Trzy zgody na ciasteczka, zanim cokolwiek się pokazało. Reklama udająca przycisk pobierania. Limit „dwa pliki dziennie, chyba że wykupisz plan”. Znak wodny w rogu zdjęcia z chrztu. Konieczność podania e-maila, żeby dostać własny plik.

Każde z tych narzędzi technicznie działało. Żadne nie zachowywało się przyzwoicie. A zadanie jest przecież trywialne: weź plik, zdekoduj, zapisz jako JPG, oddaj. Cała reszta to nadbudowa, która służy komuś innemu niż osoba, która przyszła z problemem. Stwierdziliśmy, że napiszemy własne narzędzie, w którym tej nadbudowy po prostu nie będzie.

Zasada, od której zaczęliśmy

Jeśli funkcja nie pomaga zamienić HEIC na JPG, nie ma jej na tej stronie. To jedno zdanie odrzuciło rejestrację, historię konwersji, galerię, edytor, plan premium, newsletter i wyskakujące okienka. Została strona, która się ładuje i pole, na które przeciągasz pliki.

W co wierzymy

Nie mamy misji korporacyjnej ani wartości wypisanych na ścianie. Mamy kilka przekonań, które widać w kodzie, bo z każdego z nich wynikła konkretna decyzja techniczna.

Jedno narzędzie do jednego zadania

Serwis, który konwertuje wszystko na wszystko, zwykle nie robi dobrze niczego. My obsługujemy HEIC, HEIF i HIF na wejściu, JPG na wyjściu. Nic więcej. Dzięki temu możemy dopieścić ten jeden przypadek: obróconą fotkę z iPhone, plik z Live Photo, zdjęcie z aparatu Canona z rozszerzeniem .hif.

Twój plik jest Twój

Nie zaglądamy do przesłanych zdjęć, nie udostępniamy ich dalej i nie używamy ich do trenowania modeli sztucznej inteligencji. Nie prosimy o e-mail, bo nie mamy po co go mieć. Nie zapisujemy nawet Twojego adresu IP w czytelnej postaci, tylko nieodwracalny skrót, wyłącznie po to, żeby ktoś nie zablokował serwera tysiącem konwersji na minutę. Pliki znikają automatycznie po 30 dniach. Szczegóły opisaliśmy w polityce prywatności, napisanej po ludzku, a nie przez generator regulaminów.

Szybkość to funkcja, nie dodatek

Strona nie pobiera ani jednego pliku z obcej domeny. Krój pisma leży na naszym serwerze, arkusz stylów jest wklejony w kod strony, ikony i ilustracje są wektorami wpisanymi w HTML. Analityka wchodzi dopiero po całkowitym narysowaniu strony i nie zapisuje ciasteczek, dlatego nie wita Cię okienko zgody. Suma tych drobiazgów to strona, która na telefonie w słabym zasięgu otwiera się od razu.

Uczciwość zamiast marketingu

Nie napiszemy, że konwersja jest „bezstratna”, bo JPG jest formatem stratnym i byłoby to kłamstwo. Napiszemy, że zapisujemy z jakością 92 na 100, czyli na poziomie, na którym różnicy nie widać gołym okiem, ale że różnica formalnie istnieje. Nie powiemy, że pliki „znikają natychmiast”, skoro leżą 30 dni, żebyś mógł wrócić po link z innego urządzenia. Wolimy stracić na haśle reklamowym, niż zyskać na czymś, co nie jest prawdą.

Po polsku, dla Polaków

Konwerterów po angielsku są setki. Nam zależało, żeby osoba, która nie musi znać słowa „container” ani „codec”, dostała instrukcję w swoim języku: gdzie w iPhone kliknąć „Najbardziej zgodne”, czemu Windows żąda dopłaty za rozszerzenie i co zrobić, gdy portal ogłoszeniowy odrzuca zdjęcie.

Jak to działa pod maską

Dla ciekawych, bo sami zawsze zaglądamy do takich sekcji na cudzych stronach. Konwerter ma dwie drogi działania i sam wybiera tę dostępną.

  1. Na serwerze. Jeśli serwer ma dekoder HEIC, czyli bibliotekę Imagick albo narzędzie heif-convert z pakietu libheif, obraz dekoduje się tam. To najszybsza droga, typowe zdjęcie z iPhone zajmuje około sekundy.
  2. W Twojej przeglądarce. Jeśli serwer takiego dekodera nie ma, uruchamiamy libheif skompilowaną do WebAssembly, w osobnym wątku, żeby strona nie przestała reagować. Wtedy Twoje zdjęcie dekoduje się na Twoim urządzeniu, a na serwer trafia dopiero gotowy JPG.

Po drodze dbamy o rzeczy, o których łatwo zapomnieć. Metadane EXIF przenosimy, więc data wykonania i parametry aparatu zostają w pliku. Orientację wypalamy na stałe, dzięki czemu zdjęcie zrobione pionowo nie leży bokiem na cudzym komputerze. Rozdzielczość zostaje co do piksela, bez skalowania i przycinania. Nazwa pliku też zostaje, zmienia się wyłącznie rozszerzenie.

Konkrety zamiast obietnic

Cała nasza specyfikacja mieści się w jednej tabeli. Bez gwiazdek i bez drobnego druku.

ParametrWartość
Formaty wejścioweHEIC, HEIF, HIF
Format wyjściowyJPG (JPEG)
Plików w jednej paczce20
Maksymalny rozmiar pliku40 MB
Jakość zapisu JPEG92 na 100
Rozdzielczość wyjściowataka sama jak w oryginale
Metadane EXIFprzenoszone do pliku JPG
Czas przechowywania plików30 dni, potem usunięcie automatyczne
Limit dziennybrak
Konto użytkownikaniepotrzebne, nie da się go założyć
Znak wodnybrak
Cena0 zł, bez wersji płatnej
Ciasteczkażadne
Artykuły w bazie wiedzy13

Czego nie robimy i nie zrobimy

Ta lista jest dla nas równie ważna jak lista funkcji. Opisuje granice, których nie zamierzamy przekraczać, nawet gdyby dało się na tym zarobić.

  • Nie sprzedajemy danych. Nie mamy ich, więc nie mamy czego sprzedać.
  • Nie dodamy znaku wodnego ani wersji premium, która go zdejmuje.
  • Nie schowamy przycisku pobierania za e-mailem, kontem ani udostępnieniem na Facebooku.
  • Nie będziemy udawać reklamą przycisku, w który chcesz kliknąć.
  • Nie wykorzystamy Twoich zdjęć do trenowania modeli ani do niczego innego.
  • Nie rozdmuchamy narzędzia do dwudziestu konwerterów, żeby złapać więcej fraz w Google.

Nie tylko narzędzie

Szybko zauważyliśmy, że ludzie przychodzą tu nie tylko po konwersję, ale po odpowiedź na pytanie „dlaczego to się w ogóle dzieje”. Dlatego prowadzimy bazę wiedzy o formacie HEIC, w której jest już 13 artykułów. Piszemy w nich rzeczy, których zwykle nikt nie tłumaczy:

Piszemy je sami, sprawdzając rzeczy na własnych urządzeniach. Jeśli czegoś nie sprawdziliśmy, piszemy o tym wprost, zamiast przepisywać cudze artykuły.

Kto za tym stoi

Za serwisem stoi BDK Media Daniel Bihun. Nie jesteśmy korporacją, nie mamy inwestorów ani działu marketingu. To mały projekt utrzymywany przez ludzi, którzy piszą kod, dobierają odcienie niebieskiego i sami odbierają wiadomości przychodzące na skrzynkę kontaktową.

Serwer kosztuje, więc rozważamy w przyszłości nienachalne reklamy, takie, które da się zignorować i które nie udają treści. Gdyby do tego doszło, zapytamy najpierw o zgodę na ciasteczka i opiszemy to w polityce cookies, zamiast zmieniać zasady po cichu. Konwerter pozostanie darmowy i bez znaku wodnego.

Napisz do nas

Znalazłeś błąd? Plik, którego nie umiemy przerobić? Masz pomysł, czego brakuje w bazie wiedzy? Chcesz, żebyśmy usunęli Twoją paczkę wcześniej niż po 30 dniach? Napisz na kontakt@heicnajpg.pl.

Odpisujemy na wszystko, zwykle w ciągu kilku dni roboczych. Zgłoszenia błędów traktujemy priorytetowo, bo to najszybszy sposób, żeby narzędzie stało się lepsze. Jeśli plik się u Ciebie nie przekonwertował, chcemy o tym wiedzieć.